Pan Autyzm, Pan Spektrum i Zespół Aspergera

king kong

Ostatnio do naszego montessoriańskiego Przedszkola dołączył nowy kolega. Pogodny, mądry i na dodatek uroczy z wyglądu. Czasem zagina sobie uszy, bo niektóre dźwięki Go bolą. Czasem wygląda, jakby gdzieś błądził myślami. Czasem nie patrzy na ludzi. CZASEM. No to tak, jak każdy z nas, prawda? Okazało się, że zdolne dziecko, ma również zdolnych Rodziców. Zachęcam do poznania dziejów King Konga na polskich dróżkach:

Kiedy w 2006 roku urodził się nasz syn, byłem szczęśliwy i przerażony (jak niejeden facet, który właśnie naocznie stwierdził, że jest ojcem). Jakoś się jednak z tym uporałem i postanowiłem nawet pozwolić wrócić żonie do pracy, a sam zająłem się synkiem. Karmiłem, zmieniałem pieluchy, tuliłem i usypiałem. Sam siebie nazywałem ojcem karmiącym. Czułem się szczęśliwym i spełnionym facetem, choć przyznaję, czasem brakowało sił i nerwów. Ale zaczęło dziać się coś dziwnego z małym King Kongiem... Wpisując w wyszukiwarkę internetową niepokojące zachowania często trafiałem na liście wyników wyszukiwania na złowrogie słowo na "A". "A" jak autyzm. W pierwszej chwili pomyślałem nawet: „Tak, to może być to, przecież mały uwielbia bawić się autami...” Ale potem przerażony starałem się odepchnąć od siebie tę myśl i zaprzeczyć, zaprzeczyć, zaprzeczyć... Aż wreszcie zdałem sobie sprawę, że trzeba się za to zabrać. Zdiagnozować, zacząć terapię, nauczyć się żyć tak, aby przynosiło to mojemu dziecku korzyści. Nie było łatwo – poszukiwania diagnozy i terapii nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności - zakończyły się szybko sukcesem (a mogliśmy czekać na samą diagnozę nawet 2 lata...). I kiedy wreszcie trafiliśmy na naszą drogę, wszystko zaczęło się układać. Nie było czasu na rozpacz. Szliśmy przed siebie z uśmiechem na ustach korzystając z zupełnie nieprawdopodobnych rozwiązań. Najpierw z terapii metodą Opcji, później biorąc kota rasy terapeutycznej (Ragdolla felinoterapeutę), a ostatnio posłaliśmy syna do przedszkola Montessori. Mamy szczęście, synek robi fantastyczne postępy... O wszystkim można się przekonać czytając mojego bloga (najlepiej od początku), który jest pod adresem: http://ojcieckarmiacy.blox.pl/html
Pozdrawiam i zapraszam, ojciec karmiący.