Rózga Świętego Mikołaja

czyli zielone światło dla przemocy

A.B.M.: Święty Mikołaj był biskupem, a nie krasnogłupem! Takie hasło poznałam w ubiegłym roku. Nie, nie było na murze. W kościele było. Na ulotkach.

Była żywa stajenka w chatynce, żywi ludzie także. Maryja - młode dziewczę w stroju z epoki, Józef (ksiądz z gitarą), bobas w żłóbku. Żadnych rózg.

Święty z rózgą. Zielone światło dla przemocy.

A.S.: Dla mnie też. Najbardziej szokujące było odkrycie, że w okolicach Radomia można kupić takie małe rózgi, które daje się dzieciom na Mikołajki. Taka tradycja. To wypacza cały sens Świąt, obdarowywania się prezentami, dzielenia się.

A.B.M.: Obdarzanie karą.... Ciekawe. Choć mówi się, że miłość bywa surowa. Tak jak chirurg, który musi zrobić operację, żeby dziecko wyzdrowiało. Jak lekarstwo, które jest gorzkie, ale leczy.

A.S.: Wiesz, że ja w ogóle nie przepadam za karami. I za rodzicami chirurgami. Moje doświadczenie pokazuje, że dzieci, które są karane i nagradzane gubią gdzieś bezinteresowność i radość z rozwoju i czynienia dobra. Masz rację, że rózga to zielone światło dla przemocy. I straszenie rózgą też. Podobnie jak straszenie dziecka, że Mikołaj nic mu nie przyniesie, bo nie zasłużyło.
Ciekawa jestem co na to Święty. Chyba się w grobie przewraca.

A.B.M.: Tylko zauważ, że to naprawdę jest tradycja! Na obrazach przedstawiana. Widziałam przepiękny obraz ze strasznymi dziećmi. Dziewczyna, która dostała najwięcej dóbr, odwrócona plecami do innych i ucieszona. Jeden chłopak płacze. Druga dziewczyna pokazuje jego but, a w nim rózgę. Chichocze. No i chłopiec, który wskazuje na płaczącego i po prostu słania się niemal ze śmiechu. A to ci dobre. Psychiczna przemoc. A moja niemoc. Wiesz, utrwalona przez wiarę chrześcijańską, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Za przyzwoleniem!

A.S.: No to ja jestem zdecydowanie przeciw takiej tradycji. Wprowadźmy Anetko nową, własną tradycję. Taką, że Święta są przestrzenią na dobre uczucia. Na bliskość i miłość. Na wiarę w to, że każde dziecko jest dzieckiem Boga, które my dostaliśmy pod opiekę. Że trzeba się z nim obchodzić delikatnie i z troską. Nie straszyć, nie poniżać i nie zawstydzać.
Nie wiem, gdzie w ludzkości pojawiła się myśl, że dzieci robią się lepsze kiedy robi się im przykrość. A zwłaszcza kiedy robi się to publicznie i w tak ważnej chwili.
I z pewnością nie jest to chrześcijańskie. Chrześcijańskie jest wybaczenie, siedemdziesiąt siedem razy...

A.B.M.: Trzymam się nadziei, iż to, co dzieje się w naszej kulturze, to jakieś nieporozumienie. Wiesz, zła interpretacja Biblii po prostu. Tylko że tak silne zakorzenione przyzwyczajenie do rózgi trzeba wyrwać jak chwast, który niestety szybko odrasta. Trzeba więc trąbić o tym., ile się da.

Mikołaj nie jest krasnogłupem! Święty by nie podarował przemocy w prezencie. Tru-tu-tu-tu!

Agnieszka Stein
www.dzikiedzieci.pl

Aneta Babiuk-Massalska
www.psotto.pl